Na drodze do nowego roku
Podążasz drogą opustoszałą
nad głową krążą wszechświaty
samotne miasta kostnice
w umyśle budzą się strachy

Z rzadka bliżej lub dalej
cień się prześliźnie znikomy
idziesz w pustkę przed siebie
jak satyr od dawna chromy

Odmierzasz czas swój krokami
nie walcząc z upływem czasu
gdy noworoczna północ zegara
wzywa zwierzynę do lasu ...

     

  Miłość...

"Kochać i być kochanym- to największe szczęście", jak powiedział Szekspir. Właśnie nie wystarczy samemu kochać- wtedy miłość albo jest jednostronna, albo nieszczęśliwa. Potrzeba odwzajemnienia.
Natomiast rozwaliło mnie zdanie Satyra- "zwierzęta też coś takiego mają". Może i jestem nieuleczalnym romantykiem, ale zawsze uważałem, że prawdziwa miłość cechuje raczej ludzi, niż zwierzęta. Hm, właśnie powróciły wspomnienia... jak pewna osoba na Starej Twierdzy twierdziła (i uparcie się ze mnam kłóciła) że miłość to tylko chemia i hormony :P Powiem krótko: Miłość to jedna z największych zagadek Wszechświata

--
"Pośród tłumów stoję, lecz tłumy dla mnie drogi nie wydepcą...
I nie z ich myśli idą myśli moje"

  Rozważania o literaturze fantasy (wydz.)
Wynika z tego m.in. iż Tolkien nie wymyślił zbyt wielu rzeczy od zera a jedynie zaczerpnął.. Również elfy jakie u niego zaistniały nie powstały z "niczego", lecz w oparciu o już istniejące.


Chyba już ustaliliśmy, że Tolkien wymyślił jedynie hobbitów. Natomiast wprowadził elfy takie jakie znamy do literatury. Same mity w formie książkowej nic nie dają, a Tolkien wprowadził je do literatury... Powiedzmy szczerze, w jakiejkolwiek sztuce coś z niczego stworzył tylko Bóg, stwarzając Wszechświat

Zanim odpowiem na resztę, chciałbym zauważyć, że aby poznać przesłanie książki trzeba też znać postać autora i kilka jego wypowiedzi...
Skąd np. wątek ekologiczny u Tolkiena? Co ja gadam... w fantasy.
Tolkiena zapytano kiedyś czy rozdział "Porządki w Shire" to satyra na powojenną Anglię.
Reszta Sapkowski określił tak w swoim felietonie "Ratujmy Elfy"
Tolkien stanowczo zaprzeczył. Nie ma tam ani satyry, ani alegorii, powiedział, ani żadnego bezpośredniego a zamaskowanego odniesienia do faktów czy osób. Ale za chwilkę, jednym tchem niejako, poprawił się. Przepraszam, rzekł. Jedna aluzja do rzeczywistości tam jest. Jest nią Ted Sandyman i jego paskudny, plugawiący okolicę młyn. Bo dokładnie pamiętam z dzieciństwa, jak na miejscu starego, idealnie wkomponowanego w krajobraz drewnianego młyna stanął młyn nowoczesny: obrzydliwy, ceglany mur, i dymiący komin, który wyrósł nagle w zielonym pejzażu jak wrzód na zdrowym ciele.


Jestem oczywiście przeciwnikiem jednego znaczenia symbolu, ale uważam, że należy znać zdanie autora, jeśli zostało zapisane i że trzeba je znać przede wszystkim.

  Co robi ateista w swieta?
....Czy jest to prawdziwy ateizm i czy wogóle sa pawdziwi ateisci na swiecie to ja tego nie wiem....


Własciwie, ..... to nawet jezeli i są "prawdziwni ateiści" to są ludzie bardzo ubodzy duchem bo ......

.... bo wierzą tylko w to czego obecność mogą stwierdzić poslogując się swoimi zawodnymi zmysłami, czyli ....

...stół to dla nich stół, kształt i tworzywo z którego użyteczny przedmiot wykonano, ale nie ma juz miejsca na atomy, cząsteczki i całe to badziewie z którego wszechświat niby zbudowano a .......

... a ogród to kawał ziemi zarośnietej zielichem a nie miejsce psot krasnali i schadzek wróżek, nimf i inszego eterycznego tałatajstwa, las ....

....las to kupa drzewa z komarami, kleszczami i czor wie czym, cościk co szumi, droge zagradza, widnokregi zamyka, chyba po to zeby trole i satyry wydumane przez poetów durnowatych miały gdzie sie chować maskujac widoczne wodolejstwo tychze.

Baba to baba, obiekt gotujacy, sprzątający, do "prokreacji służacy", najlepiej jeszcze mało gadajacy, rzecz praktyczna i czasami uzyteczna.

Jednym słowem "prawdziwny ateista" to żałosny gostek który to wie co wypije i zje.

a'hooy!

     

  Czy to mozliwe ??
Niedawno obejrzałem film pod tytułem Autostopem przez galaktykę - przewodnik i muszę powiedzieć iż ów film zebrał multum recenzji,głównie negatywnych,lub też makabrycznie negatywnych. Ja osobiście stałem się ów filmu fanem,a wszystko przez dialogi oscylujące w kierunku Monty Pythonowskich,dość inteligentny język postaci połączone z wariackim humorem sytuacyjnym i fabułą całkowicie absurdalną.Można się w tym filmie doszukać bardzo ciekawych satyr np. na kościół : wierni modlą się o przyjście wielkiej chusteczki która oczyści zgodnie z przepowiednią wszystkich,którzy zostali stworzeni wraz z wszechświatem podczas kichnięcia,zamiast amen mówią tłumnie apsik;na prezydenturę : prezydent wszechświata jest imbecylem,dbającym jedynie o wygląd,posiadajcym dwie głowy,gdyż prezydent ów z zasady nie może posiadać kompletnego mózgu,dlatego po półkuli na główkę;oraz na biurokrację - naród Vogonów. Cały film warto obejrzeć,gdyż moim zdaniem to jedna z lepszych komedii jakie od czasów Monty Pythona udało mi się obejrzeć.Wszystkich fanów MP zapraszam bardzo serdecznie do zapoznania się z ów materiałem .

  Płyta Sławka - topic twórczy
"JA SAM!!!"- Nieważne Kto, cóż za wyrafinowana satyra na naszego naczelnego egoistę! A jego profilowym hobby są dźwięki, święta racja, tak więc tytuł płytki numer 2 również się zgadza .

Ja proponuję: "TO JA, NARCYZ SIĘ NAZYWAM" (Weguś-> ). Ewentualnie "Sławocentryzm, czyli obalenie teorii Kopernika". W końcu kłamstwem jest nie tylko to, że w środku Wszechświata znajduje się Ziemia, ale też Słońce... bo tak naprawdę znajduje się tam inna gwiazda .

  Kącik artystyczny
A ja się tu chciałam pochwalić... Spektakl "Koniec świata w Bolonii, czyli satyra na wszechświat" grupy teatralnej Falanga, którą tworzy 2/3 mojej klasy zdobył wyróżnienie na 'Zwierciadłach', czyli konkursie teatralnym w II LO w Lublinie. Nasz reżyser mówi, że to bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że przedstawienie nie bylo dokładnie dopracowane, i że gdybyśmy wygrali, to by stracił szacunek do tego konkursu . Mamy to nagrane, więc mogę kiedys komuś wysłać.
I jeszcze...
W XXVIII Ogólnopolskim Konkursie A'capella Dzieci i Młodzieży w Bydgoszczy, który odbywał się w dn. 14-16 III 2008 Chór III LO "Kantylena" prowadzony przez p. Małgorzatę Nowak zdobył:

I nagrodę - Złoty Kamerton
Puchar Ministra Edukacji Narodowej za zdobycie najwyższej punktacji w swojej kategorii
Puchar Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za najlepsze wykonanie utworu obwiązkowego "Magnificat" Krzysztofa Niegowaskiego
Nagrodę specjalną MEN dla p. Małgorzaty Nowak dla dyrygenta najlepszego chóru w kategorii Młodzieżowych chórów szkolnych o głosach mieszanych
Nagrodę specjalną Wojewody Kujawsko - Pomorskiego
Śpiewam w tym chórze, ale w Bydgoszczy niestety nie byłam
I już się więcej nie chwalę...

  Strony codzienne...
jest kilka stronek które przeglądam codziennie:

onet.pl---- dla informacji oczywiście
coolforum.pl----chyba nie trzeba tłumaczyć
tvn24.pl---- wiadomości
gazeta.pl--- wiadomości
torrent.info.pl---- do wyszukiwania LEGALNYCH plików
torrenty.org----- to co wyżej
www.legialive.pl---- by wiedzieć co się dzieje w "moim" klubie
hacking.pl---- by wiedzieć co w trawie piszczy
twojapogoda.pl- fajny portal pogodowy
joemonster.org- najlepszy portal satyryczny we wszechświecie

To by było na tyle

  SOLARIS - 24 listopad"04
24 listopada ukaże się najnowsza powieść Marcina Wolskiego, oparta na teoriach Danikena o wpływie obcych cywilizacji na historię człowieka.
„BOGOWIE JAK LUDZIE” - MARCIN WOLSKI

Hipotezy Ericha von Dänikena na temat przeszłości człowieka od lat inspirują pisarzy.
Czy człowiek jest sam we wszechświecie? Czy cywilizacje pozaziemskie odwiedzały w przeszłości Ziemię? Czy ewolucja człowieka była sterowana przez istoty z kosmosu?
Marcin Wolski w swojej powieści „Bogowie jak ludzie”, której tytuł jest trawestacją tytułu słynnej ksiązki Herberta George’a Wellsa „Ludzie jak bogowie”, na swój własny, satyryczny i ironiczny sposób podchodzi do tego tematu.
Wielowątkowa akcja tej powieści przeskakuje z kontynentu na kontynent, przenosi nas w czasie, a sensacyjne spięcia i nagłe zwroty fabuły, następujące jeden po drugim, trzymają czytelnika w napięciu od początku do końca tej fascynującej opowieści.


  Odkryj swój wszechświat :)
Witam Zapraszam do konkursu na rysunek satyryczny, o tematyce astronomicznej:)

http://www.newsy.sadurski.com/R/0/2/1216/0/Konkurs_Odkryj_swoj_Wszechswiat/

W tym roku przypada rok astronomii i z tejże okazji organizowany jest powyższy konkurs.

Jak ktoś lubi rysować to warto - nawet niezłe nagrody.

Technika wykonania jest dowolna, więc mając pomysł, można nawet nieźle zorganizować sobie zabawę z dzieckiem:)

Pozdrawiam i życzę powodzenia, Kasia

  A Giertych dalej szaleje...
Przykro mi ale nie jestem w stanie żadnego wartościowego przesłania odnaleźć.



A satyra niesie za soba jakies wartosci?

Wszystko powinno nieść za sobą jakieś wartości czy to filmy dla dzieci czy dla dorosłych!!



Tak to juz bylo w PRL(i to wczesnym),ze filmy mialy edukowac,rozrywka zas byla na drugim miejscu.

przyszło nam żyć w czasach beznadziejnej, komercyjnej kultury masowej, która nie ma być pożyteczna tylko dawać pieniądze. TO JEST SKANDAL.



Ale przeciez ty jestes kapitalista,wiec skad ten lament?

Dawno temu wielki filozof Herbert Spencer powiedział zdanie które bardzo utkwiło mi w pamięci. Pozwolę sobie je przytoczyć: ,,Ewolucja jest naturalnym stanem Wszechświata. Jeśli istoty nie rozwijają się, to się cofają i pozostają w tyle za innymi"



Odkad istnieje ludzkosc istanieje rowniez kultura wysoka i niska,tak wiec Spencer jest chyba niepoprawnym pesymista.Ja serialu o ktorym rozmawiamy nie znam zbyt dobrze,ale wiem ze czerpie inspiracje z "South Parku" ktorego jestem zagorzalym fanem.I jezeli chodzi o "South Park" ktory tez chyba krytykowales to moim zdaniem ow serial niesie za soba bardzooo duzo,a jak ktos tego nie rozumie i widzi tam tylko brzydkie wyrazy i przemoc,to coz...wspolczuje

  22. Przeglad Kabaretow PaKA 2006


Opis:

W ramach tegorocznego, najbardziej prestizowego festiwalu
kabaretowego w Polsce, ktory odbyl sie w dniach 19-23 kwietnia,
satyrycy zaprosili w pelna niezapomnianych wrazen podroz po
kabaretowym wszechswiecie. W koncercie galowym pod tytulem
"1000 kabaretowych swiatow" swoje programy przedstawili tacy
mistrzowie smiechu i zabawy, jak kabaret Ani Mru Mru,
Grzegorz Halama, Kabaret Moralnego Niepokoju, kabaret Hrabi
czy Formacja Chatelet. Prezentujac skecze, monologi, piosenki,
parodie, satyre polityczna i obyczajowa, zapewnili oni humor
najwyzszej jakosci. Przewodnikiem w tej miedzyplanetarnej
podrozy byl Piotr Baltroczyk.

ed2k://|file|22paka2006cz1.tvxvid-4pl.avi|367050752|ACAC134EED9467D356D35092CC2BF272|/



ed2k://|file|22paka2006cz2.tvxvid-4pl.avi|367452160|AD4D2B8A4F2145ABD8FD9E712177EB2A|/


  Halo!


| Halo!
| Halo, do jasnej cholery!
Czy to jest poezją?
Nie tak sobie wyobrażam wersy, nad którymi warto się
zatrzymać, pomyśleć, ubigacić.



o! jakie ładne słowo "ubigacić"  :-))

Bo właściwie czemu ma służyć poezja?
Niech mi nikt nie mówi, że wyżyciu się.



różne są zboczenia :-)

Fakt, można popuścić swoje wodze, pokażać
emocje, ale czy trzeba zaraz używać takiego
słownictwa.



toż to bardziutko łagodniutkie słowniczeńko

Dziwię się, że do tej pory nikt nie nazwał
go banalnym. Banalnym bowiem nazywacie chociażby
"puch nocy" więc dlaczego nie nazwać banalnym "do diabła".



bo to nie banał, to proza ;-)

Nie wiem, czemu miał służyć właśnie ten wiersz.
Czy po prostu to satyra na połączenia w Polsce?



raczej we wszechświecie ;-)

A może w Warszawie? Może tam się płaci co tydzień?



co tydzień to się płaci "na tacę"
i z tym teraz największy właśnie w niebie problem
od czasu jak bilingową centralę w Watykanie postawili same z tym problemy
tylko pretensje i narzekania
naprawdę tam w górze muszą być sami święci

Możesz to samo, co chciałeś przekazać
tutaj - a jestem przekonana, że coś chciałeś - przekazać
inaczej.



już próbowałem - nic nie pomogło
każdy się w końcu może wkurzyć, kiedy tam w górze sobie go lekce-ważą

Przykro mi zatem powiedzieć to,
ale to Twój najoropniejszy wiersz, jaki czytałam.
Ale nie martw się - ja się nie znam.



Ot kokietka :-) - znasz się gabciu, znasz lepiej ode mnie

Pozdrawiam
Asasello


  Alternatywna historia Ziemi i Człowieka
To co wkleiłem z prosba o interpretacje to płyta nagrobna, grobowca odkrytego w Palenque.
Oficjalna wersja, przyjeta przez nauke brzmi: "Jest to człowiek siedzący w kwiecie lotosu."
Jest tez pare innych oficjalnych tłumaczeń,. bardzo dobrze wyłuszczył to swego czasu Leszek
Pozwole więc sobie zacytować, żeby juz nie szukac w innych materiałach, a brzmi to wręcz kuriozalnie, otóz sprawa ma się oficjalnie tak:

"Lektura niektórych "dzieł naukowych" przypomina czasami studiowanie zbiorów najlepszych światowych dowcipów lub w najlepszym przypadku zbiór opowiadań noszących znamiona pisania w stanie "pomroczności jasnej". Jak skomplikowanymi meandrami płynie informacja wzrokowa przetwarzana następnie na język pisany można przeczytać w opisach płaskorzeźby "płyty nagrobnej" z Palenque?

Marcel B.: "W centrum płyty wyrzeźbiono postać człowieka, być może jest to portret zmarłego. Postać, przystrojona ozdobami i mocno odchylona do tyłu, spoczywa na wielkiej masce, przedstawiającej boga ziemi, śmierć."

Pierre I.: "Widzę symboliczne znaczenie tego dziwnego wizerunku... stawia kilka zagadek. Bóg śmierci jest według wierzeń Majów dzięki swoim związkom z królestwem podziemi, również bogiem płodnej ziemi. Mężczyzna nad nim wyobraża swoją sprężystą postawą powstawanie życia. Jego twarz przypomina twarz boga kukurydzy, mógłby więc być inkarnacją przyrody budzącej się do życia. Autorytet i władzę uprzedmiotawia obrzędowa buława wszechświata podzielonego na czworo, krzyż, który jest zarazem odbiciem świata, czasu i zmiany władzy. Ptak moan wreszcie symbolizuje śmierć."
Miloslav S.: "...rozpoznaję postać młodego mężczyzny; prawdopodobnie nie jest to portret jakiejś konkretnej osoby, ale symbol człowieka - rodzaju ludzkiego. Z jego ciała wyrasta krzyż, który [...] był symbolem życiodajnej kukurydzy. Z liści kukurydzy po obu stronach wyłaniają się dwugłowe żmije. [...] Z ciała młodzieńca wyrasta życie, on sam jednak spoczywa na twarzy śmierci: na potwornej głowie fantastycznego zwierzęcia, z którego paszczy wyrastają ostre kły."

Dr Alberto Ruz L.: "Widzę [...] młodego mężczyznę, opierającego się o wielką maskę potwora ziemi... nad nim stoi krzyż, identyczny ze słynnym krzyżem innej świątyni w Palenque. Z dwugłowego węża wypadają niewielkie mitologiczne postacie, a wśród nich ptak quetzal z maską boga deszczu. Możemy przyjąć, że scena oddaje podstawowe założenia religii Majów..."

Takich monologów nie wymyśliłby nawet sam profesor polskiej satyry Stanisław Tym.

Natomiast pierwszym który zwrócił uwage na to, ze płyta ta przedstawia nie co innego a pojazd kosmiczny był wysmiewany przynajmniej u nas Erik von Daniken

  Co robi ateista w swieta?
Własciwie, ..... to nawet jezeli i są "prawdziwni ateiści" to są ludzie bardzo ubodzy duchem bo ......

.... bo wierzą tylko w to czego obecność mogą stwierdzić poslogując się swoimi zawodnymi zmysłami, czyli ....

...stół to dla nich stół, kształt i tworzywo z którego użyteczny przedmiot wykonano, ale nie ma juz miejsca na atomy, cząsteczki i całe to badziewie z którego wszechświat niby zbudowano a .......

... a ogród to kawał ziemi zarośnietej zielichem a nie miejsce psot krasnali i schadzek wróżek, nimf i inszego eterycznego tałatajstwa, las ....

....las to kupa drzewa z komarami, kleszczami i czor wie czym, cościk co szumi, droge zagradza, widnokregi zamyka, chyba po to zeby trole i satyry wydumane przez poetów durnowatych miały gdzie sie chować maskujac widoczne wodolejstwo tychze.

Baba to baba, obiekt gotujacy, sprzątający, do "prokreacji służacy", najlepiej jeszcze mało gadajacy, rzecz praktyczna i czasami uzyteczna.

Jednym słowem "prawdziwny ateista" to żałosny gostek który to wie co wypije i zje.

a'hooy!


A któż to jest tzw. wierzący
...to ten, dla którego niewierzący to wróg śmiertelny, którego najlepiej spalić na stosie
...wierzący w innego boga to taki sam wróg śmiertelny, którego można jednak spróbować nawrócić przy pomocy miecza, a jak się nie da, to patrz jak wyżej
...kościół to budynek, do którego chodzi się co niedzielę, żeby pokazać nowe futro i nowy samochód
...sąsiad to upierdliwiec, któremu zawsze można po chrześcijańsku du.ę obrobić
...baba to obiekt stworzony przez boga do prokreacji i służenia panu a ponieważ namiestnikiem pana na ziemi jest pan ksiądz, to gdy się do prokreacji już nie nadaje, wtedy baba służy do posługi księżom
...nauka to wymysł szatana, a badanie prenatalne to ucieleśnienie tych szatańskich pomysłów
...uszkodzony genetycznie płód to dzieło boskie i należy pozwolić mu żyć
...las to dzieło boskie i dlatego można go wyciąć do ostatniego drzewa/ patrz puszcza amazońska/
...alkohol to dzieło człowieka i samochód to też twór ludzki, ponieważ więc bóg pozwolił człowiekowi stworzyć te dwa wspaniałe dzieła chwały bożej, należy ich używać do woli, i to zarówno razem jak i osobno
...itd...

  Żądam krytyki - BdeS
drugie primo - oczywiście można napisać wiersz nie używając słów patetycznych (a przynajmniej bardzo patetycznych) - tylko dla mnie taki wiersz nie ma ciągłości myślowej - człowiek musi sobie dowymyślić resztę i interpretować wiersz po swojemu: czy ten tulipan jest symbolem samotności człowieka pod płotem wszechświata, a może jest ostatnim tulipanem, gdyż pozostałe wytruł czarnobyl, a może to symbol odrodzenia Polski stojącej na straży wschodniego płotu-granicy Uni Europejskiej... Jeśli ty nie dodasz patetyzmu to czytelnik zrobi to za ciebie. Oczywiście będziesz mógł się puszyć - ja nie piszę wyniośle - ale czytelnik i tak wyniośle będzie czytał. Bo jeśli tego nie zrobi to wiersz nie będzie miał zadnego znaczenia, będzie tylko zlepkiem banalnych wyrazów, jakąś pokrętną formą scrabbla. Ja piszę i tak wiersze z (przynajmniej moim zdaniem) prostym przekazem - a jednak i tak nie każdy je rozumie...



nie, nie, nie
widzisz, nie wiem jak, ile etc. czytałeś mnie - oczywiście nie nalegam, jednak gdybyś, powiedzmy, nie zauważył to się uzewnętrznię - osobiście potrafię się czasem tak zachwycić Dziełem Stworzenia (czy to ludzkiego czy natury), że samo jego opisanie, zauważenie jest dla mnie godne wiersza. fakt, czasem bardziej przypominam fotografa (przynajmniej według mnie) ale ma to też jakieś "przesłaniowe" znaczenie - rzeczy zwykłe uważam, za niezwykłe taka zasada - w świecie gdzie wszystko i wszyscy chcą być oryginalni, jedynie oryginalni zostają ci, którzy są zwykli

a co do poetów - wykazałem się zdolnością i znalazłem, ciężko jednak, przynajmniej mojej skromnej osobie, odnaleźć się w takiej satyrze na hipokryzje - a raczej ciężko uznać ją za coś poważnego

p.s. tylko się zastanawiam czemu akurat zdolny chłopiec "panie nauczyciel"

  Cytaty!!!
„Ubbo-Sathla jest owym niezapomnianym źródłem, skąd przybyli Ci, co odważyli się przeciwstawić Starszym Bogom, sprawującym rządy z Betelgezy, Wielcy Przedwieczni, którzy wystąpili przeciwko Starszym; oni kierowani byli przez Azathotha, ślepego boga-kretyna, i Yog-Sothotha, Wszechrzecz w Jedności i Jedność we Wszechrzeczy, nie podlegających prawom czasu ni przestrzeni, a których aspektami na ziemi są Umr At-Tawil i Pradawni. Wielcy przedwieczni śnią bez końca o nadchodzących czasach, kiedy znów będą władać Ziemią i całym wszechświatem, którego jest ona częścią... Wielki Cthulhu powstanie z R’lyeh; Hastur, Którego Imienia Się Nie Wymawia, powróci z ciemnej gwiazdy w Hyadesie, nieopodal Aldebarana; Nyarlathotep wyć będzie po wiek wieków w ciemności, gdzie jego miejsce; Shub-Niggurath, Czarna Koza z Tysiącem Młodych, ponownie zacznie wydawać na świat potomstwo i obejmie władanie nad nimfami leśnymi, satyrami, karzełkami i Małym Ludem; Lloigor, Zhar i Ithaqua przemierzać będą przestrzenie pośród gwiazd i nagrodzą swoich popleczników, lud Tcho-Tcho; Cthugha obejmie swoją domenę z Fomalhautha; z N’kai nadejdzie Tsathoggua... Wszyscy oni czekają bez końca u wrót, czas bowiem jest już bliski, nadchodzi godzina, podczas gdy Starsi Bogowie śpią i śnią, nieświadomi, że są istoty, które znają zaklęcia nałożone przez Starszych na Przedwiecznych i które wkrótce nauczą się je przełamywać, bo ci, co czekają na Zewnątrz, za progiem, potrafią już wydawać swym poddanym rozkazy”.



Na dokładkę powiem, że Ci, którzy oczywiście z łatwością odgadną samego autora mogą nie mieć do końca racji :) Taka jest moja podpowiedź. Gdy się uważnie przeczyta tekst, widać, że sprawa autorstwa nie jest łatwa. Istnieją w tekście niemal dosłowne podpowiedzi, więc zadowolę się tylko po odbadnięciu tytułu :)

  Ankieta dla forumowiczów!
Jak cię zwą- Głównie Maćkiem, czasami też Maciejem; to sprawka moich rodziców, żeby było ciekawiej
Z jaką klasą postaci najbardziej się utożsamiasz?- Trubadur/Bard
Z jakim potworem najbardziej się utożsamiasz?- z mitycznym satyrem
Motto- Jak ty patrzysz na ludzi, tak oni widzą ciebie.
Ulubiony cytat- "You can tell me it's wrong, but I love wine women an' song!"
Jaki film byś polecił/a?- Sens Życia wg. Monthy Pytona, Las Vegas Parano
Jaką książke byś polecił/a?- wszystko Prattcheta, Dicka i Zelaznego.
Jaką grę komputerową byś polecił/a?- StarCraft
Jaki zespół muzyczny byś polecił/a?- the Doors
Ulubiona potrawa?- brak
Ulubiony trunek?- PIWO!
Moja zaleta- opanowany
Moja wada- leniwy
Ultimate question: Dlaczego? - Nie wiem, k..., nie wiem!
Gdybym był/a władcą/czynią galaktyki to- bym oszalał
Za 10 lat będę- królem rock and rolla
Za oknem widzę- dwa wspaniałe modrzewie - uwielbiam je
Lubię- wino, kobietĘ i śpiew
Nielubię- kaca, kłótni i bólu gardła
Wierzę w- Wielki Porządek Wszechświata
"Nie mów hop..."- tylko skacz
Zadaj ciekawego linka- www.starcraftrpg.eu - strona autorskiego systemu RPG opartego o grę komputerową StarCraft. Gdzieś tam poniewierają się nawet badziewne grafiki mojego autorstwa.
TRZY słowa o forum AH- kiedyś będzie fajne [/url

  Najlepsza publicystyka numeru 20 - głosujemy do 5 sierpnia
Tym razem wywiady były najciekawsze; jeno nie jestem pewien, czy dlatego, że są intrygujące same w sobie, czy też ze względu na słabość pozostałych tekstów. Wybierając pomiędzy M&O a Ż&Ż stawiam po dłuższym wahaniu na drugi tandem - Żwikiewicz ma po prostu istotniejsze rzeczy do powiedzenia (choć niestety zalane potokiem słów) - prawie, że się wzruszyłem odkryciem przez Pana Ż. totalistycznych aspektów demokracji i braku tożsamości liberalizmu z demokracją. Każde wyjście poza "schematy myślowe" yntelygentów jest godne pochwały. Wywiad z Mastertonem też jest warty przeczytania - chociażby po to, żeby przyjrzeć się dobremu rzemieślnikowi słowa.
Teraz o wszechświecie i całej reszcie.
Ziemiański: tekst ani poważny, ani smutny, ani satyryczny, ani wesoły, ani erudycyjny, ani prosty, ani nijaki, ani ani .... Pewno miał rozbawić, ale lepiej zmilczeć. Na drugi raz lepiej zacytować jakiś oryginalny "tekst naukowy" feministki, będzie więcej pożytku.
Kres: autor ma dobre pióro, lecz męczącą na dłuższą metę manierę stawiania swej osoby na piedestale, czego by nie pisał kresem tekstu publicystycznego jest Kres. Aby nie było nieporozumień - nie jest to złe samo w sobie - dla mnie jest to nużące po lekturze n-tego felietonu w przeciągu x lat. Odwołując się do specyficznej stylistyki Kresa: ponieważ nie jestem czytelnikiem prozy Kresa, autor ten nie zdołał wejść mi z kopytami w miejsce, gdzie słońce z reguły nie dochodzi; jestem mu za to wdzięczny.
Dworak: to nie recenzja książki, lecz rozpaczliwe wyznanie wiary wiernego, do którego powoli dociera świadomość śmierci jego boga. Ups... sorry, Mistrza. Wiem, ze Lem Wielkim Pisarzem Był, ale z Wielkimi tak już jest, że po pewnym czasie przychodzą różni gombrowicze i dorabiają im wąsy (wersja dla prawie purystów: gębę)
Cebula: najciekawszy z pozostałej czwórki, ma niestety jedną, bardzo poważną wadę: nie zna Goethego. Gdyby znał, to wiedziałby, że mistrza poznaje się po skrócie
Tiaa, chyba też sobie wezmę tą maksymę do klawiatury, heh

  top 10 najlepszych blackowych kapel
Ascetyczne, transowe momentami granie ze świetnymi partiami perkusji, oraz genialnym wokalem Frosta.


Eee...Frost? Frost jest geniuszem, ale...perkusji. Bo głosik ma jak baba. Chyba chodziło ci o Satyra...

A te uzasadnienia to bardzo dobry pomysł - zamiast edytować poprzedni post napisze to tutaj...oto moje Top 10 - kto i dlaczego.

1.Dimmu Borgir -hmm...jak się coś albo kogoś naprawde kocha, to trudno napisać za co, prawda? Ale powodów jest wiele - wokal Shagratha, klawisze Mustisa, głos Vortexa...i jeszcze aranżacje, i jeszcze pomysły, i jeszcze "Stormblast" oraz "Puritanical Euphoric Misanthropia"...niechże sobie nie będą true, jak komuś wola, byle by grali tak, jak grają.
2.Emperor - Angel Black już wszystko napisał. Nikt nie ma takiego brzmienia, nikt nie gra tak pokręconych rzeczy, zachowując jednocześnie tyle surowości i dzikości w muzyce. No i Ihsahn...geniusz obdarzony wyjątkowym głosem. A ATWAD zaiste jest nieziemska...cóż, w końcu nagrał ją Cesarz.
3.Vesania - jeden z czołowych, moim zdaniem, blackowych polskich bandów. Słychać w ich muzyce wpływy norweskiego blacku, ale to chlubne wzorce. Koncertowo - świetni.
4.Limbonic Art - moje uwielbienie rzeczy pokręconych nie mogło nie objąć tego zespołu. Aż sie nie chce wierzyć, że tą zimną, upiorną muzykę grało tylko dwóch młodzienców. Ultra chłodne, ultra posępne, doskonałe.
5.Hermh - ciekawa muzyka, dobry klimat. Cóż więcej dodać - mają wszystko, co trzeba.
6.Keep of Kalessin [ostatnio] - jedno slowo - "Armada". I wszystko jasne.
7.Arcturus - zespół, który zawsze miał gdzieś wszelkie szufladki...pod wodzą admirała Garma krążownik kosmiczny Arcturus zdobywał zupełnie nowe rejony metalowego wszechświata.
8.Satyricon - klasyka. Surowo, topornie, zgrzytliwie, ale jakże udanie. Ostatnie wydawnictwa to moje typy.
9.Enslaved - ich siła tkwi w tym, że w każdym dźwięku, słychać kim są i skąd pochodzą - muzyczni Wikingowie. "Balfadr" mogę słuchać godzinami, a takie to przecież proste...
10.Lux Occulta - Norwegowie mają Arcturusa, my mamy Lux Occultę - ceni ich sobie nawet pan Tveitan, a to już rekomandacja najlepsza z możliwych. Mnie pozostaje sie tylko pod tym podpisać.

P.S. - Wszystkie miejsca, poza pierwszym, zupełnie przypadkowe.

  Wietnam
Sorry, ale nic w tym nie ma. Tak naprawdę to wręcz kawałek obrazka, przy czym w tych kilku linijkach udało Ci się kilka razy rozdrażnić moje czytelnicze oko:

Margott - dlaczego przez dwa "t"? Niby nie błąd, ale mnie osobiście drażni. Ogólna rada: nie nadawaj niestandardowych imion bohaterom miniaturek. Zanim się czytelnik przyzwyczai, skończy czytać.

pikap - czemu nie pickup? Jakoś to spolszczenie mnie rozdrażniło. Tak naprawdę w Polsce mało jest aut typu pickup, więc jest to dodatkowo odrealnione.

Nadużywasz pauzy. Trzy razy w tak krótkim tekście to olbrzymie nadużycie.

"Był półmrok, tak że miał szczęście — kierowcy go nie widzieli." - owo "tak że" jest tak wybitnie niefortunne, że aż zacząłem nadinterpretować, ale z pewnością niepotrzebnie. Zwyczajny błąd językowy + fatalna stylistyka zdania.

Logika tekstu:
- jakby duży samochód potrącił psa, to trzymającą smycz dziewczynkę albo też by zmiotło, albo by jej tą smycz wyrwało.
- zero reakcji dziewczynki
- dwójka przechodniów widzi zupełnie obcego psa i wygaduje głupoty o jakimś końcu świata i Wietnamie - no dosłownie kpina. Chyba, że narrator i rzeczona Margot to jakieś naćpane dzieci-kwiaty łączące się z cierpieniem wszechświata...

Opis jest suchy i w żaden sposób nie chwyta za serce ani nic sercopodobnego. Puenta wyolbrzymiona, niczym "koniec świata, złamałam paznokieć". Chyba, że to miała być jakaś kpina lub satyra - ale wtedy i tak musiałbym napisać, że nie wyszło.

Przeczytałem miniaturkę o niczym - przykro mi. Nawet nie mogę powiedzieć, że poprawną językowo, bo tak naprawdę każdy potrafi w miarę składnie sklecić 13 zdań.

Woland

  2. Wydarzenia - POLSKA
Niemiecka prasa podkreśla wyjątkowe miejsce Stanisława Lema w światowej literaturze. "Der Tagesspiegel" ocenia, że w światowej w literaturze fantastyczno-naukowej powieść Lema "Solaris" ma wagę porównywalną z "Faustem" Goethego.

"Der Tagesspiegel" przypomniał filozoficzną wymowę "Solaris", że człowiek musi szukać zasad moralnych nie w kodeksach, lecz w sobie i samemu ponosić odpowiedzialność za to co robi.

"Berliner Morgenpost" zatytułował wspomnienie o zmarłym: "Przepowiednie pogodnego pesymisty". Autor określił Lema jako satyryka i filozofa, który zawsze nieco wyprzedzał swych czytelników. Gazeta pisze, że Lem był najsławniejszym i być może najinteligentniejszym pisarzem polskim XX-go wieku. Tworzył myślowe konstrukcje, które w jednakowym stopniu cechuje szaleństwo i piękno. "Berliner Zeitung" określa Lema jako sceptycznego jasnowidza. Według tego dziennika, pisarz wielką wagę przywiązywał nie do postępu technicznego, lecz moralnej treści ludzkiego istnienia.

Także czołowe amerykańskie dzienniki "New York Times" i "Washington Post" piszą o zmarłym dzień wcześniej polskim pisarzu Stanisławie Lemie.

"Lem był gigantem literatury science fiction połowy XX wieku obok Arthura C. Clarke'a, Isaaca Asimova i Philipa K. Dicka" - podkreśla "New York Times".

Gazeta zwraca uwagę, że Lem podejmował taką tematykę, jak oni: "Znaczenie życia ludzkiego wśród superinteligentnych maszyn, zawiedzione nadzieje komunikowania się z przybyszami z obcej planety, nikłe prawdopodobieństwo, że gatunek ludzki może zrozumieć wszechświat, w którym jest niczym więcej jak pyłkiem".

"Podziw wielu jego kolegów pisarzy wzbudzała intensywność, z jaką badał ograniczenia, jakim podlega człowiek" - dodaje "NYT".

"Washington Post" pisze, że Lem traktował swoje liczne talenty ze skromnością i humorem.

Gazeta przypomina słowa samego pisarza: "Jeśli byłem cudownym dzieckiem, to tylko w oczach zbzikowanych na moim punkcie ciotek. W czwartym roku życia nauczyłem się pisać, ale nic doniosłego nie miałem do zakomunikowania".

Oba dzienniki przypominają życiorys Stanisława Lema oraz jego dorobek pisarski.

Także praktycznie wszystkie rosyjskie gazety żegnają Stanisława Lema, eksponując wielką popularność, jaką polski autor cieszył się w ZSRR i Rosji.

"Izwiestija" określają zmarłego w poniedziałek pisarza jako "legendarnego fantastę, filozofa i futurologa".

"Lem był skarbem narodowym Polski i idolem dla wielu pokoleń czytelników poza jej granicami. W Rosji wczesna i nielubiana przez samego pisarza powieść »Obłok Magellana« (opowiadająca o tym, jak wysłannicy Ziemi krzewili komunizm wśród mieszkańcow obcych planet) nie tylko przypadła do gustu nomenklaturze, ale również została dostrzeżona przez wymagających miłośników fantastyki, »Opowieści o pilocie Pirxie« niemal na pamięć znał co drugi uczeń, a »Solaris« stała się kultową książką radzieckiej inteligencji" - pisze dziennik.

"Kommiersant" podkreśla, że w Rosji polskiego autora "otaczano szczególną czcią od czasów radzieckich", a "jego osobistym know-how było połączenie satyry, filozofii i fantastyki". "Stanisław Lem określany jest jako jeden z najlepszych pisarzy-fantastów XX wieku. Niekiedy czyni się zastrzeżenie: nieanglojęzycznych. W jego wypadku rosyjscy czytelnicy nigdy nie akceptowali żadnych tego rodzaju zastrzeżeń" - konstatuje gazeta.

"U nas Lem - to kultowy autor, którego czytano w latach 60. ubiegłego stulecia i którego czyta się teraz. Nawet ci, którzy nie są miłośnikami fantastyki, znają Lema dzięki filmowi Andrieja Tarkowskiego »Solaris«. Remake obrazu, nakręcony przez Stevena Soderbergha już w tym stuleciu, też świadczy o aktualności powieści" - wskazuje "Kommiersant".

Z kolei "Gazieta" zaznacza, że "Lem był jednym z tych pisarzy, z którymi kojarzyła się literatura science fiction XX wieku". "W wypadku jego utworów - »Solaris«, »Cyberiada«, »Opowieści o pilocie Pirksie« - trudno jest stosować chłodne określenie +klasyka światowa+. Nasi czytelnicy znają i cenią je tak samo, jak twórczość braci Strugackich" - dodaje dziennik.

Natomiast "Wriemia Nowostiej" publikują wypowiedź najpopularniejszego obecnie rosyjskiego pisarza sf Siergieja Łukjanienki, który zauważył, że "Lem zawsze był ponad modą i nurtami. To tak wielka postać, że nie należy do konkretnych czasów. Należy do całej historii" - powiedział rosyjski pisarz. Według Łukjanienki, Lem "proponował wyjątkowo intrygujące modele rozwoju świata, cywilizacji, które nie mogą się zestarzeć, dopóki ludzkość będzie żyć i ewoluować".

http://wiadomosci.onet.pl...0,686,item.html

  Clifford Chase - Oskarżony pluszowy M.


Filozoficzna powieść o miłości, samotności i wolności.
Purnonsens, groteska i ostra satyra na instytucje publiczne, na głupotę i bezduszność ludzi mieszają się z liryzmem wspomnień i refleksji misia.
Pluszowy miś może być bardzo niebezpieczny. Jeśli ma marzenia i duszę. Wtedy trzeba go tropić, wysłać przeciwko niemu oddział antyterrorystyczny, skuć go kajdankami, osadzić w więzieniu i sądzić całymi miesiącami, oskarżając o 9678 zbrodni. I żądać kary śmierci. Pluszowego misia należy uznać za wroga publicznego numer jeden. Bo ludzi i świat pojmował uczuciami. Bo pragnął miłości i akceptacji. Bo chciał być sobą i cieszyć się życiem.
Clifford Chase, amerykański redaktor, napisał swoją pierwszą powieść zainspirowany prawdziwym Winkiem, misiem matki, który był jego ulubioną zabawką.

Przeczytaj fragment:

Cytat: Filozoficzna powieść o miłości, samotności i wolności

II str.
Purnonsens, groteska i ostra satyra na instytucje publiczne, na głupotę i bezduszność ludzi mieszają się z liryzmem wspomnień i refleksji misia

Pluszowy miś może być bardzo niebezpieczny. Jeśli ma marzenia i duszę. Wtedy trzeba go tropić, wysłać przeciwko niemu oddział antyterrorystyczny, skuć go kajdankami, osadzić w więzieniu i sądzić całymi miesiącami, oskarżając o 9678 zbrodni. I żądać kary śmierci.

- Proszę wstać, sąd idzie...
Sędzia zasiadł z szelestem togi na swoim miejscu i spojrzał surowo na misia.
- Panie Winkie - rozpoczął ostro - niniejszym oskarżam pana o następujące przestępstwa. - Wyliczając, za każdym razem walił młotkiem. - Terroryzm. - Łup! - Zdrada. - Łup! - Spisek zmierzający do obalenia rządu Stanów Zjednoczonych. - Łup! - Udzielenie wsparcia finansowego zagranicznej organizacji terrorystycznej. - Łup! - Posiadanie materiałów, z których można łatwo skonstruować niszczycielską broń, taką jak bomba. - Łup! - Sto dwadzieścia cztery usiłowania zabójstwa. - Łup, łup, łup, itd. Odczytanie całej listy trwało pięć godzin i czternaście minut. Sędzia musiał zrobić w połowie przerwę na obiad i wznowił posiedzenie po południu. - Podszywanie się pod kobietę. - Łup! - Oszustwa. - Łup! - Stawianie oporu podczas aresztowania. - Łup! Teraz już prawie wszyscy w sądzie zasnęli, najedzeni, ukołysani monotonnym, nosowym głosem sędziego. - Psucie młodzieży w Atenach. - Łup! - Szerzenie fałszywej doktryny, jakoby Słońce było środkiem Wszechświata, a Ziemia się kręciła. - Łup! - Bluźnierstwa. - Łup! Winkie jednak nie spał. Spuścił tylko głowę ze wstydem i słuchał każdego słowa, nawet słów, których nie rozumiał. - Uprawianie czarów. - Łup! - Nauczanie teorii ewolucji w szkołach. - Łup! - Odprawianie obrzędów satanistycznych. - Łup! W oknie sali sądowej słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając ognistą łunę na samotnego małego oskarżonego. - Tworzenie niemoralnych dzieł sztuki. - Łup! - Rozwiązłość. - Łup! - I wreszcie... - oznajmił sędzia, przewracając z rozmachem ostatnią stronę i ogłaszając ze szczególnym obrzydzeniem - ...czyny nierządne z pewnymi młodymi ludźmi w Londynie. - Trzy wyjątkowo głośne uderzenia. Cała sala ocknęła się, wstrząśnięta i oburzona. - Panie Winkie, czy przyznaje się pan do winy?
Winkie nie śmiał nawet podnieść głowy. Skoro tak mówią, pomyślał, to musi być naprawdę bardzo złym, okropnym, podłym misiem.

Pluszowego misia należy uznać za wroga publicznego numer jeden. Bo ludzi i świat pojmował uczuciami. Bo pragnął miłości i akceptacji. Bo chciał być sobą i cieszyć się życiem.

Namber łane na liście myshowych zakupów wrześniowych. .

  Co teraz czytacie?
Znów mam tu zaległości, jeszcze większe niż ostatnio...

Restauracja na końcu wszechświata Douglasa Adamsa, kontynuacja "Autostopem przez Galaktykę". Nadal dużo humoru, trochę inteligentnej satyry i ciekawych refleksji ale ogólnie chyba na nieco niższym poziomie niż pierwszy tom. Niektóre pomysły wydają się nietrafione, niektóre wątki jakby ciągnięte na siłę, miejscami wydaje się że autorowi zabrakło wyobraźni. A w pierwszym tomie tego nie było.

Duma i uprzedzenie Jane Austen. Romans, sama się sobie dziwię że się za to zabrałam, ( ) ale naprawdę mi się spodobał. Dobrze oddany klimat epoki, wyraziści bohaterowie i bohaterki, ciekawie poprowadzony, choć trochę przewidywalny, wątek Elizabeth i pana Darcy'ego. Nie żałuję, że przeczytałam, choć zwykle nie czytuję książek tego typu.

Lituma w Andach Llosy. Książka bardzo dobra ale ciężka, smutna i brutalna. Zapada w pamięć zarówno mrocznym przesłaniem, jak i piękną formą, wspaniałymi opisami i cudownym klimatem. Z innych książek tego autora zaczęłam Wojnę końca świata ale jej nie skończyłam. Nie trafiła do mnie. Po kolejne narazie nie sięgam, ale może kiedyś..

Klub Dumas Arturo Perez-Reverte, poszukiwany odkąd obejrzałam jego ekranizację. Dobra książka, mroczna, wciągająca, z ciekawą intrygą i oryginalnymi bohaterami. Inna niż film, na pewno nie gorsza ale chyba i niewiele lepsza. Powiedzmy że porównywalna

Droga morska do Indii, antologia niemieckich opowiadań marynistycznych. Przypadkiem trafiłam na to w bibliotece. Kilka opowiadań dobrych, o ile pamiętam jedno czy dwa nawet bardzo dobrych, ale reszta jakoś do mnie nie trafiła. Cały zbiór jest dość nierówny, niektóre opowiadania kompletnie do siebie nie pasują, poza tym bardzo się różnią poziomem. Całości nie polecam

Czekolada Joanne Harris. Cudowna, magiczna, podobnie jak jej ekranizacja. Pięknie opowiedziana historia, która wciąga, wzrusza, fascynuje. Dodatkową zaletą książki jest wspaniałe zakończenie, nieco inne niż w filmie. Bardzo polecam!

Świętoszek Moliera. Lektura. Mądre, pomysłowe, napisane z talentem. Doceniam, aczkolwiek tragikomedie nie należą do moich ulubionych gatunków literackich.

Lewiatan Borysa Akunina, kryminał. Niezbyt długi, ale to może i lepiej bo ciężko przerwać czytanie i zająć się czymś innym Ciekawa intryga, ciekawy pomysł, bohaterowie też ciekawi. Fajnie napisane, bardzo wciąga. Polecam.

No i... Trylogia. Odwołuję wszystko złe co kiedykolwiek powiedziałam o polskiej literaturze, lekturach szkolnych i wszystkim co można by powiązać z Sienkiewiczem. Ogniem i mieczem genialne, cudowne, facynujące. Porywający klimat Dzikich Pól, wspaniałe opisy przyrody i walk, niepowtarzalni bohaterowie... nic więcej nie potrzeba. Archaizacja języka nie przeszkadzała mi ani trochę, czyta się to świetnie a dużo łatwiej poczuć atmosferę epoki. Książka jest wspaniała, gra na emocjach, wciąga, działa na wyobraźnię. Autor stworzył genialnych bohaterów, Zagłobę, Wołodyjowskiego... Skrzetuskiego lubiłam mniej, był zbytnio wyidealizowany i przez to trochę mało realistyczny, za to Bohun zafascynował mnie od pierwszej sceny w której się pojawił. Nie rozumiem Heleny... No ale musiało być tak jak było, w końcu Bohun miał być w powieści "tym złym". Ale dziękuję Sienkiewiczowi, że w zakończeniu zostawił go przy życiu Potop podobał mi się trochę mniej, wewnętrznej przemianie Kmicica trochę brakowało realizmu, poza tym akcja rozciągnięta na trzy tomy pełne niemal nieustannych bitew bywa miejscami nużąca, chociaż nie mogę powiedzieć żeby mnie nudziła. Lubię opisy walk, nawet tak długie i szczegółowe jak tam Minusem jest zakończenie, zbyt krótkie, zbyt nagłe, niepasujące kompozycyjnie do całości książki, no i raczej przewidywalne. W każdym razie od "Potopu" znacznie lepszy jest Pan Wołodyjowski. Na początku dużo poplątanych wątków miłosnych, ale świetnie opisanych, więc czyta się bardzo dobrze. Pomimo kilku dramatycznych momentów ta część książki jest raczej pogodna, podobnie jak później wspólne życie Wołodyjowskiego i Basi. Za to bitwa o Kamieniec Podolski tragizmem i siłą oddziaływania na czytelnika dorównuje oblężeniu Zbaraża z "Ogniem i mieczem". A zakończenie... straszne. Nie powiem jakie, wystarczająco dużo szczegółów fabuły już zdradziłam. Ogólnie "Trylogia" jest jak dla mnie genialna, fascynująca opowieść o jednym z najbardziej burzliwych okresów w polskiej historii, cudownie opowiedziana. Rozumiem, że do niektórych proza Sienkiewiecza kompletnie nie trafia i nie zachwyca ale i tak polecam

  Religia w waszym życiu
Rozmawiałam z ateistką. Zadałam jej pare pytań na pewnym forum, chciałam zrozumieć osobę nie uwzględniającej żadnej wiary. Może głupie i proste pytania, a jednak bardzo przydatne.

Najpierw wsadzę tu wypowiedź osoby, która wtrąciła się do naszej rozmowy:

Mustapha: Przepraszam że się wtrącę.
1. Czy od początku jesteś niewierząca? Może mają na to wpływ Twoi rodzice, którzy też są niewierzący?
> Na początku każdy jest niewierzący.
2. Czy zastanawiałaś się nad sensem istnienia świata?
> Ja tak. Ale na razie nikt nie udowodnił że jakiś jest.
3. Jakie może być życie człowieka po śmierci? Myślisz, że to tak jakby wieczny sen, czy może jak zwierzęta - ludzie nie mają duszy i po śmierci wszystko się kończy?
> Bardzo możliwe, bo właśnie zwierzętami ludzie są. /Ta odpowiedź mnie naprawdę zadziwiła/
4. Skąd Chrystus, Maryja, Ewangelie spisane przez św. Jana itp., skąd apokalipsa - wizja o końcu świata? Czy to wymysł ludzkości?
> A Zeus to skąd? A Quetzalcoatl?

Teraz wróćmy do 1 części:

- Czy od początku jesteś niewierząca? Może mają na to wpływ Twoi rodzice, którzy też są niewierzący?
- A są niewierzący. Większosc mojej rodziny jest... I, tak jak Mustapha (jego wypowiedź: ", też uważam, ze niemowlęta są ateistami - gdybyś je wychował na muzułmanów, byłyby muzułmanami, na buddystów, czciłyby buddę itp. Gdyby się uprzeć, i chcieć je akurat tak, dla kaprysu, wychować na wyznawcę kucyków Pony, to też zapewne oddawałoby im cześć przez pierwsze lata życia, aż by zwątpiło. A czemu by zwątpiło? Poszłoby za resztą. A reszta w naszym kraju to z reguły katolicy...

- Czy zastanawiałaś się nad sensem istnienia świata?
- Tak. Pomyśl, ty uwazasz, że Bóg istniał od zawsze. My myslimy, że było troszkę inaczej - to wszechświat istniał od zawsze (wszechświat tzn. materia i czas). Podobne? Podobne, tylko ze u nas nie ma Boga, który stworzył swiat. U nas nikt nie stworzył swiata, a u was nikt nie stworzył Boga. Prawda? A sens? Cóż, sensem jest, tak jak u was, miłośc, przyjaźń, ale też korzystanie z życia (nie dzika rozpusta, ale jednak pragnienie szczęścia), zeby czas spędzony na ziemi był miły. Bo życie ma się jedno, i fajnie byłoby je spędzić właśnie tak, jak sobie zażyczymy... Za to ja np. nie wyobrażam sobie życia w niebie... Boję się wieczności, i to wieczności w idylli. Życie bez zmagań, niebezpieczeństw i przypadków... W niebie nie zyłoby mi się najlepiej :(

- Jakie może być życie człowieka po śmierci? Myślisz, że to tak jakby wieczny sen, czy może jak zwierzęta - ludzie nie mają duszy i po śmierci wszystko się kończy?
- Takie samo, jak przed narodzeniem. Pamiętasz, co było, zanim się urodziłeś? Nic, prawda? To "uczucie" jest czasem, kiedy cię nie było. Nie widziałeś nieba ani Boga, nie widzałeś też chaosu Limbo, skąd ponoć przychodzą dusze. To samo bedzie po śmierci - nic. Ale z drugiej strony nie myśl sobie, że jeśli nie wierzę w dusze, to uważam, że ludzki umysł to rzecz kłęby neuronów itd. To przypadek. Wszystko jest przypadkiem.

- Skąd Chrystus, Maryja, Ewangelie spisane przez św. Jana itp., skąd apokalipsa - wizja o końcu świata? Czy to wymysł ludzkości?
- To mity. Takie same jak mitologia innych religii. Czytałam Biblię, mam ją w domu... Przeczytaj kawałek o końcu świata, o dwóch zwierzach... Nie wierzę, by pod koniec świata na ziemię zeszło "zwierzę podobne do pantery, o łapach niedźwiedzia, głowie lwa". Mi wydaje się to nieprawdopodobne...

- Dlaczego mieszasz do tego bogów z mitologii? Biblia i mitologia to - że tak powiem - dwa różne światy.
Wszyscy wiemy jakie są różnice między biblią a mitologią.
- Biblia to taka mitologia chrześcijan. Ateiści widzą ją jako spis podań, podobnie jak opisy bóstw np. Homera. Nie mówię, ze katolicy wierzą w minotaury i satyrów, tylko że biblia jest księgą zawierającą mity chrześcijan.
A ten cytat o "stworzeniu podobnym do pantery (...)" to autentyczny cytat z Biblii, z Objawienia wg. św. Jana, fragment o dwóch bestiach apokalipsy.

Daje to trochę dużo do myślenia. Jeśli świat jest przypadkiem i my jesteśmy przypadkiem, to czemu Bóg nie mógłby być przypadkiem? Chyba trudno na to odpowiedzieć.
Częściowo chyba ma ona trochę racji, częściowo nie. To też coś w formie zagadki.

  1
Parę dni temu skończyłam Oskarżony Pluszowy M. autorstwa Clifford'a Chase.

Purnonsens, groteska i ostra satyra na instytucje publiczne, na głupotę i bezduszność ludzi mieszają się z liryzmem wspomnień i refleksji misia.

Pluszowy miś może być bardzo niebezpieczny. Jeśli ma marzenia i duszę. Wtedy trzeba go tropić, wysłać przeciwko niemu oddział antyterrorystyczny, skuć go kajdankami, osadzić w więzieniu i sądzić całymi miesiącami, oskarżając o 9678 zbrodni. I żądać kary śmierci.

– Proszę wstać, sąd idzie…
Sędzia zasiadł z szelestem togi na swoim miejscu i spojrzał surowo na misia.
– Panie Winkie – rozpoczął ostro – niniejszym oskarżam pana o następujące przestępstwa. – Wyliczając, za każdym razem walił młotkiem. – Terroryzm. – Łup! – Zdrada. – Łup! – Spisek zmierzający do obalenia rządu Stanów Zjednoczonych. – Łup! – Udzielenie wsparcia finansowego zagranicznej organizacji terrorystycznej. – Łup! – Posiadanie materiałów, z których można łatwo skonstruować niszczycielską broń, taką jak bomba. – Łup! – Sto dwadzieścia cztery usiłowania zabójstwa. – Łup, łup, łup, itd. Odczytanie całej listy trwało pięć godzin i czternaście minut. Sędzia musiał zrobić w połowie przerwę na obiad i wznowił posiedzenie po południu. – Podszywanie się pod kobietę. – Łup! – Oszustwa. – Łup! – Stawianie oporu podczas aresztowania. – Łup! Teraz już prawie wszyscy w sądzie zasnęli, najedzeni, ukołysani monotonnym, nosowym głosem sędziego. – Psucie młodzieży w Atenach. – Łup! – Szerzenie fałszywej doktryny, jakoby Słońce było środkiem Wszechświata, a Ziemia się kręciła. – Łup! – Bluźnierstwa. – Łup! Winkie jednak nie spał. Spuścił tylko głowę ze wstydem i słuchał każdego słowa, nawet słów, których nie rozumiał. – Uprawianie czarów. – Łup! – Nauczanie teorii ewolucji w szkołach. – Łup! – Odprawianie obrzędów satanistycznych. – Łup! W oknie sali sądowej słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając ognistą łunę na samotnego małego oskarżonego. – Tworzenie niemoralnych dzieł sztuki. – Łup! – Rozwiązłość. – Łup! – I wreszcie… – oznajmił sędzia, przewracając z rozmachem ostatnią stronę i ogłaszając ze szczególnym obrzydzeniem – …czyny nierządne z pewnymi młodymi ludźmi w Londynie. – Trzy wyjątkowo głośne uderzenia. Cała sala ocknęła się, wstrząśnięta i oburzona. – Panie Winkie, czy przyznaje się pan do winy?
Winkie nie śmiał nawet podnieść głowy. Skoro tak mówią, pomyślał, to musi być naprawdę bardzo złym, okropnym, podłym misiem.

Pluszowego misia należy uznać za wroga publicznego numer jeden. Bo ludzi i świat pojmował uczuciami. Bo pragnął miłości i akceptacji. Bo chciał być sobą i cieszyć się życiem.

  50 lat Żaka- przegląd etiud - kino Cytryna, 5.06 g. 20:00
przed nami ostatnia impreza w ramach obchodów 50- lecia Studenckiego Radia Żak.

Już w najbliższy piątek o godz. 20:00 w kinie Cytryna odbędzie się pokaz etiud studentów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Spotkanie poprowadzi Jacek Rokosz - doktorant animacji w łódzkiej filmówce.

Podczas pokazu nie zabraknie dużej dawki humoru oraz konkursów z nagrodami - do wygrania karnety do fitness klubu Gymnasion oraz koszulki z logo Żaka.

Pokaz będzie składał się z dwóch części:

Filmy starsze, czyli 1. część pokazu:

1. „TAKE FIVE” (4 min.)
Dyplom operatorski słynnego laureata Oscara - Zbigniewa Rybczyńskiego z 1972 roku. Film nakręcony do jazzowego evergreenu Paula Desmonda.

2. „KIRK DOUGLAS” (10 min.)
Etiuda filmowa w reżyserii Feriduna Erola i znanego twórcy Rejsu - Marka Piwowskiego z 1966 roku. Zabawna relacja z wizyty słynnego aktora Kirka Douglasa w łódzkiej szkole filmowej.

3. „URZĄD” (6 min.)
Słynna etiuda dokumentalna w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego z 1966 roku. Film nakręcony ukrytą kamerą przy okienku Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Satyra na biurokrację i urzędniczą bezduszność. Oryginalny dźwięk pełni równorzędną funkcję dramatyczną.

4. „PRÓBA TALENTU” (16 min.)
Dyplom Waldemara Wilhelma z 1968 roku. Reportaż z egzaminów wstępnych na wydział aktorski.

5. „GODZINA BEZ SŁOŃCA” (16 min.)
Etiuda w reżyserii Pawła Komorowskiego z 1955 roku, w której wystąpił młody Roman Polański. Jeden dzień wagarów chłopców ze szkoły średniej na ulicach Starego Krakowa.

Filmy nowsze, czyli 2. część pokazu:

1. „BAR NA VICTORII” (55 min.)
Wielokrotnie nagradzany, jeden z najgłośniejszych filmów dokumentalnych młodego pokolenia w reżyserii Leszka Dawida z 2003 roku. Opowieść o dwóch bezrobotnych, którzy podążają za chlebem do Wielkiej Brytanii. Śmiejemy się z ich naiwnych marzeń - już obliczają, ile mogą zarobić, co zrobią z pieniędzmi, jakie interesy będą robić. Szukają pracy przez pośredników, którzy próbują ich „robić w konia”. Piotr zamierza otworzyć bar z polskimi daniami na Victoria Station.

2. „JASKINIA FILOZOFÓW” (5 min.)
Etiuda dokumentalna w reżyserii Kordiana Piwowarskiego z 2001 roku. Mężczyźni z marginesu społecznego oraz bezrobotni wyrażają swoje opinie o wszechświecie, sensie istnienia i bycie.

3. „MIASTO UCIECZKI” (18 min.)
Nagradzana na wielu festiwalach etiuda fabularna Wojciecha Kasperskiego z 2006 roku. Film oparty na prawdziwych wydarzeniach z 8 maja 2004 roku. Kibice klubu piłkarskiego rozpętują zadymę w miasteczku studenckim. Policja strzela do nich z ostrej amunicji. Film pokazuje kulisy tych wydarzeń z punktu widzenia głównych bohaterów, zagorzałych kibiców.

Serdecznie zapraszamy,
Redakcja Studenckiego Radia Żak

P.S. Zapraszamy również na naszą specjalną urodzinową stronę www.50lat.com
Znajdą na niej Państwo fotorelacje z imprez, które już za nami, a także artykuł o Żaku, baner gotowy do umieszczenia na stronie www, plakat oraz inne ciekawostki:)

  Konstanty Ildefons Gałczyński
Konstanty Ildefons Gałczyński

Poeta, także tłumacz; urodził się 23 stycznia 1905 roku w Warszawie, zmarł tamże 5 grudnia 1953.
Na przecięciu czy na uboczu dwóch głównych nurtów poezji dwudziestolecia międzywojennego, nurtu klasycyzującego i szeroko pojętej awangardy, wyrasta fenomen Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (1905-1953). Wykorzystując twórczo zdobycze "Skamandra", futuryzmu, kubizmu, surrealizmu, przynależąc czas jakiś do "Kwadrygi", nie opowiedział się za żadnym skrzydłem, nie podpisał pod żadną teorią czy programem; wybrał pozycję libero, cygana, trubadura, który służy wszystkim i nikomu. Był za życia i pozostał po śmierci poetą osobnym. Oznacza to (względną) niezależność, oryginalność, popularność, ale też może oznaczać cięgi zbierane choćby za "służalstwo", "sprzedajność", zdolność mimikry, przefarbowywania się, błazenadę - słowem: za bezideowość - praktycznie z każdej strony.
Debiutował poetycko-satyryczną powieścią poetycką Porfirion Osiełek czyli Klub Świętokradców (1929), rozpoczynając nurt groteski w swojej twórczości. Współistniał w niej typ poety-cygana nie stroniącego od wesołej błazenady z podszytym autoironią głosicielem katastrofizmu, np. w poemacie Koniec świata. Wizje świętego Ildefonsa czyli Satyra na Wszechświat (1929) - z licznymi aluzjami do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce.
Głośny poemat Bal u Salomona (1931) ukazuje sprzeczności ówczesnego świata przy pomocy nadrealistycznego obrazowania. W okresie współpracy z radykalnie prawicowym Prosto z mostu staje po stronie tzw. prostego człowieka, przedstawiciela lumpenproletariatu i drobnomieszczaństwa, któremu przeciwstawiał oportunistycznego inteligenta, obiekt jego kpin w dalszej twórczości.
Wiersze satyryczne, skierowane przeciwko rządom sanacji, jak Skumbrie w tomacie. Utwory poetyckie (1937) przyniosły mu w rok później znaczącą nagrodę literacką.
W okresie wojny napisał szereg wierszy patriotycznych, np. Pieśń o żołnierzach Westerplatte. Ogromną popularność zyskał mu m.in. zbiór Zaczarowana dorożka (1948). W 1945 rozpoczął pisanie cyklu dialogowanych miniatur Zielona Gęś w typie humoru absurdalnego, publikowanych na łamach "Przekroju", podobnie jak felietony Listy z fiołkiem (1946-1950). Częściowo uległ naciskowi socrealizmu.
Pod koniec życia sławił trwałe wartości sztuki i rolę artysty w poematach Niobe (1951) i Wit Stwosz (1952), a także w cyklu dziesięciu Pieśni (1953). Autor licznych utworów satyrycznych, powieści, sztuk teatralnych, tekstów piosenek, słuchowisk radiowych, utworów dla dzieci i przekładów.
ZA: culture.pl i zgapa.pl

Twórczość Gałczyńskiego cenię sobie bardzo, niezależnie od sporów na temat osoby i poglądów samego poety. Jest bowiem ta twórczość magiczna i piękna, czasem eteryczna czasem dosadna. Potrafi być Gałczyński prześmiewczy i zjadliwy, ale też tkliwy i czuły, bolesny i prawdziwy. Poemat "Niobe" to dla mnie jedno z poetyckich arcydzieł. Podobnie jak cykl "Pieśni", które częściowo spopularyzował Grechuta, bo któż z nas nie zna słynnego:

Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?

Przepiękna jest "Zaczarowana dorożka" czy wiersze, które Gałczyński poświęcił żonie i córce. Z dużą sympatią czytam zawsze "Nocny testament" wzrusza mnie "Rozmowa liryczna". Jego twórczość jest bardzo bogata, niekiedy bardzo osobista, niekiedy ocierająca sie o cynizm, czasem kpiąca, ale z nutą serdeczności. Trochę tu marzycielstwa, sporo codzienności, ciągłym leitmotivem jest podróż i wędrówka. Cechą charakterystyczną tej poezji jest też niezwykła nastrojowość, ale równocześnie żywe barwy. Zawsze, gdy myślę o Gałczyńskim myślę słowami jego wiersza "O, zielony Konstanty, o, srebrna Natalio! Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią." Barwa i nastrój, to dla mnie główne wyznaczniki jego poetyckiej twórczości.

  Oskarżony pluszowy M.
Purnonsens, groteska i ostra satyra na instytucje publiczne, na głupotę i bezduszność ludzi mieszają się z liryzmem wspomnień i refleksji misia

Entuzjastyczne recenzje:
KUBUŚ PUCHATEK i PROCES Kafki w pięciogwiazdkowej powieści.
Urzekająco piękna, zabawna i wzruszająca książka.
Wspaniały debiut. Refleksyjna i satyryczna powieść – nie do zaklasyfikowania.
Magiczna i cudowna. Poruszająca emocjonalnie i prowokacyjna intelektualnie.
Oryginalna oda do niewinności, skierowana do świata szukającego kozłów ofiarnych.

Pluszowy miś może być bardzo niebezpieczny. Jeśli ma marzenia i duszę. Wtedy trzeba go tropić, wysłać przeciwko niemu oddział antyterrorystyczny, skuć go kajdankami, osadzić w więzieniu i sądzić całymi miesiącami, oskarżając o 9678 zbrodni. I żądać kary śmierci.

– Proszę wstać, sąd idzie…

Sędzia zasiadł z szelestem togi na swoim miejscu i spojrzał surowo na misia.

– Panie Winkie – rozpoczął ostro – niniejszym oskarżam pana o następujące przestępstwa. – Wyliczając, za każdym razem walił młotkiem. – Terroryzm. – Łup! – Zdrada. – Łup! – Spisek zmierzający do obalenia rządu Stanów Zjednoczonych. – Łup! – Udzielenie wsparcia finansowego zagranicznej organizacji terrorystycznej. – Łup! – Posiadanie materiałów, z których można łatwo skonstruować niszczycielską broń, taką jak bomba. – Łup! – Sto dwadzieścia cztery usiłowania zabójstwa. – Łup, łup, łup, itd. Odczytanie całej listy trwało pięć godzin i czternaście minut. Sędzia musiał zrobić w połowie przerwę na obiad i wznowił posiedzenie po południu. – Podszywanie się pod kobietę. – Łup! – Oszustwa. – Łup! – Stawianie oporu podczas aresztowania. – Łup! Teraz już prawie wszyscy w sądzie zasnęli, najedzeni, ukołysani monotonnym, nosowym głosem sędziego. – Psucie młodzieży w Atenach. – Łup! – Szerzenie fałszywej doktryny, jakoby Słońce było środkiem Wszechświata, a Ziemia się kręciła. – Łup! – Bluźnierstwa. – Łup! Winkie jednak nie spał. Spuścił tylko głowę ze wstydem i słuchał każdego słowa, nawet słów, których nie rozumiał. – Uprawianie czarów. – Łup! – Nauczanie teorii ewolucji w szkołach. – Łup! – Odprawianie obrzędów satanistycznych. – Łup! W oknie sali sądowej słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając ognistą łunę na samotnego małego oskarżonego. – Tworzenie niemoralnych dzieł sztuki. – Łup! – Rozwiązłość. – Łup! – I wreszcie… – oznajmił sędzia, przewracając z rozmachem ostatnią stronę i ogłaszając ze szczególnym obrzydzeniem – …czyny nierządne z pewnymi młodymi ludźmi w Londynie. – Trzy wyjątkowo głośne uderzenia. Cała sala ocknęła się, wstrząśnięta i oburzona. – Panie Winkie, czy przyznaje się pan do winy?

Winkie nie śmiał nawet podnieść głowy. Skoro tak mówią, pomyślał, to musi być naprawdę bardzo złym, okropnym, podłym misiem.

Pluszowego misia należy uznać za wroga publicznego numer jeden. Bo ludzi i świat pojmował uczuciami. Bo pragnął miłości i akceptacji. Bo chciał być sobą i cieszyć się życiem.

Co sadzicie o ksiazce, mnie bardzo wzruszyla i dala duzo do myslenia... zapraszam do lektury i moze ciekawej wymiany zdan

  dwie wypowiedzi Ch. Kinbote [stare]
samobójstwo Kinbote'a

[post trochę OT ale nie całkiem]

Postanowiłem popełnić samobójstwo, co prawda na razie jestem
zdystansowany do tej koncepcji ale taki pomysł zaistniał -
nie wiadomo co z niego wyniknie. Nie mam poważnych problemów,
można by nawet powiedzieć, że nie mam w ogóle problemów
jednakże czuję pewien ból (zresztą niezbyt duży i do tego
w łagodnej wersji taki skłaniający do łez - to chyba
najłagodniejsza forma psychicznego bólu). Ból może wynikać
z tego, że jestem nadwrażliwy/przewrażliwiony prawie nic
się złego nie dzieje a ja czuję ból [Może chodzi o to, że
NIE DZIEJE SIĘ NIC DOBREGO] Nie czuję specjalnego skrępowania
w tym aby opowiadać ludziom o swoim planie samobójstwa
- spodziewam się, że jak znam ludzi-małpy to nie odwiodą mnie
od tego postanowienia a wręcz mogą je radykalnie wzmocnić
[myślę też o planie zabijania ludzi ale jak znam siebie
to będę wolał zabić sam siebie (mam nadzieję)] a propos
Charlesa Kinbote, postaci z książki "Blady ogień" to
podobno popełnił on samobójstwo ale już poza książką - z
faktem popełnienia samobójstwa wiąże się [przyszło mi teraz
do głowy czy można popełnić samobójstwo myślą, podobno
można przez połknięcie języka, ale czy myślą, znaleźć
taką myśl od której radykalnie zmienisz stan swojego
bytu - uważam  niewykluczone] fakt, że można sobie wybrać
określony dzień śmierci (może 1 kwietnia byłby dobry)
Co do technikaliów to spodziewajcie się znaleźć mojego trupa
u stóp wysokiego wieżowca (co najmniej 10 pięter)
Plany mojego samobójstwa wiążą się zdaje się z moim
niezadowoleniem z ludzi - jest to dosyć niejasne dla mnie
ale jestem niezadowolony z ludzi - jest tylko kilku
z których jestem zadowolony i wszyscy nie żyją (Lenon,
Kobain, Gombrowicz, Nabokov) [Nabokov mówię z rozpędu
(głównie za "Zaproszenie na egzekucję" i "Przezroczyste
przedmioty") bo zdarzyło mu się urazić mnie głęboko]
- z innych, wliczając moich przyjaciół, oraz przepiękną
kandydatkę na żonę jestem boleśnie niezadowolony.
Samobójstwo uważam jest szlachetne. Jest coś wydaje mi się,
wyjątkowo bajkowego w samobójstwie
Gdy myślę nad swoimi tendencjami samobójczymi to - jak
mówiłem - chyba główną ich przyczyną jest to, że NIE
DZIEJE SIĘ TO CO POWINNO SIĘ DZIAĆ (to ma związek z ludźmi)
I oczywiście to nie może się dziać, mam zbyt duże wymagania
[ostatnio pewien gość z mojej okolicy się zabił]

Kinbote

plany Kinbote'a

Mam plan w przyszłości stać się żartownisiem - to jest mój
plan. Jestem jednak bardzo leniwy (niestety!), na początek
należałoby zrozumieć na czym polega istota poczucia humoru.
Na razie nie wiem, mam tylko szczątki myśli na ten temat
na przykład:

zauważyłem, że dobry żart jest (chyba zawsze) zaskakujący

tj jest to spojrzenie jakby z góry, nowe, niespodziewane przy
czym takie, że wszystko jest ok

ostatnio z okazji święta zmarłych miałem zjazd rodzinny (obawiam
się że nieco błaznowałem [?]) potrzebowałem pożyczyć 400 zł
po 200 od każdego z wujów - jeden pożyczył, drugi NIE POŻYCZYŁ
(co mi się wydaje z jakichś powodów komiczne)

Czy głupota jest komiczna? (a uważam, jestem pewien, że nie
pożyczył z głupoty) Głupota chyba jest komiczna - niestety
na razie nie wiem dokładnie na czym ten komizm polega.
[Niezła była ta scena z wnioskowaniem generała chyba Custera
w Małym Wielkim Człowieku tuż przed jego wielką klęską]

Nie wiem czy wspominałem, kiedyś zastanawiałem się nad tym
czy Wszechświat może być (albo jest) komiczny. Tak - może
być i jest. W podobny sposób jak Wszechświat jest dziwny
(a co do tego to chyba nie ma wątpliwości) skoro Wszechświat
jest dziwny to uważam, że może być (jest) również komiczny,
od dziwności do komizmu już niedaleko [choć dokładnie to
nie wiem na czym polega ta odległość, ta różnica - wydaje
się, że dziwić jest się łatwiej niż się śmiać] np. fizycy
się dziwią ale nie śmieją się. Wygląda na to, że do komizmu
potrzebna jest jakaś OSOBA, która pokazuje komiczny aspekt
zagadnienia (a może wcale nie?)]

Komizm to zresztą złożona sprawa wziąwszy np. ilość słów jakie
istnieją na określenie różnych aspektów tej dziedziny (przemnożywszy
przez różne warianty będzie tego z kilkadziesiąt)

  np. kpiarz - "NABOKOV STARY KPIARZU"

  albo żartować (a jak!) - "jest fajna, lubi żartować"
  (to o Gibonku, niezwykłej nastolatce z czata)

  albo psota (psotniczek)

  albo humorysta - "jest największym humorystą w historii"
  (moje słowa o Nabokovie)

Dobrze by było to rozpracować teoretycznie, złożyć te

w całość.

N. miał to pewnie rozpracowane, pamiętam jego (jakby rzucone
na odczepnego) zdanie:

"satire is a lesson, parody is a game"

satyra jest lekcją, parodia jest grą

to, że satyra jest lekcją to raczej jasne - ktoś jest dajmy na to

Co do parodii jednak to nie wiem zupełnie co to jest

Nie jestem jednak [dodaję jakby co] zwolennikiem "poczucia
humoru" w całości tego co się tym nazywa - większość tego
poczucia humoru to prawdziwa beznadzieja moim zdaniem,
nawet kretyńskie obrzydliwości, mam ochotę zażartować
wtedy z tego kto żartuje np przez kopnięcie go w d
[dziwne, że humor lewituje czasem w stronę wulgarności
której ja zdecydowanie nienawidzę]

Mój słownik:

satyra - aktualny utwór literacki, wyszydzający, chłoszczący
ośmieszający indywidualne albo społeczne wady i przywary,
zło i bezprawie; ogół utworów tego rodzaju

parodia - komiczny, satyryczny utwór literacki, naśladujący
język i styl jakiegoś autora albo dzieła lub kierunku
literackiego w sposób mniej lub bardziej karykaturalny
(porównaj pastisz, trawestacja); potocznie nieudolne
naśladownictwo, niezdarna imitacja; żartobliwe naśladowanie
znanych osób przez parodystów

No czyli co nieco można z tego wywnioskować.
Kiedyś parę razy zdarzyło mi się, że jacyś goście
parodiowali moje wypowiedzi - to wyglądało tak jakby

teksty niby podobne do moich (podobne chyba w ich mózgach)
Ja do parodii nie mam skłonności, do satyry też nie bardzo
(chociaż troszeczkę już tak)

====
Co do tego mojego twierdzenia "Bóg jest żartownisiem"
to mogę wyjaśnić co przez to rozumiem (reszta jest
intuicyjna). Wiąże się to mianowicie z poniższym
cytatem z N. i z tym, że jak robisz się coraz mądrzejszy
to wygląda na to, że wiele z tego, co ci się wydawało
okazuje się czymś innym niź to ci się wydawało
ale jednak to co warte tego aby być wybronione w Tobie
będzie wybronione (tak uważam) - czyli byłoby to takie
połączenie zdziwienia z radością.

Cytat z VN:

"Rzeczywistośc to bardzo subiektywna sprawa. Mogę ją
zdefiniować jedynie jako stopniowe gromadzenie
informacji, jako specjalizację. Jeśli wziąć na przykład
lilię, lub inny naturalny przedmiot dowolnego rodzaju,
lilia jest bardziej rzeczywista dla przyrodnika niż
dla zwykłego człowieka (...) Możemy coraz bardziej
zbliżać się do rzeczywistości, jeśli mozna się tak
wyrazić, ale nigdy nie przybliżymy się dostatecznie,
gdyż rzeczywistość to w nieskończoność następujące
po sobie kroki, stopnie postrzegania, fałszywe dna,
i dlatego właśnie jest niewyczerpalna, nieosiągalna.
Można wiedzieć coraz więcej i więcej o jednej rzeczy
ale nie można wiedzieć o niej wszystkiego - to
beznadziejne. Tak więc żyjemy w otoczeniu przedmiotów
bardziej lub mniej przypominających duchy (...)"

===

Cytat z N. [Bardzo ważny]

"- What distinguishes us from animals?
- Being aware of being aware of being. In the oyher words,
if I not only know that I am but also know that I know it,
then I belong to the human species."

Czy to nie ciekawe?

Tłumaczenie:
- Co odróżnia nas od zwierząt?
- Bycie świadomym tego, że jesteśmy świadomi (tego co jest).
Innymi słowy: jeśli nie tylko czuję, że jestem ale jeszcze
wiem, że to czuję to wtedy należę do ludzkiego gatunku.

[Trochę przerobiłem, żeby łatwiej było zrozumieć]

To uważam ma silny związek z poczuciem humoru. Wyobraźmy
sobie jakąś ciężką sytuację, w której mógłbym być uwięziony
- żona mnie zdradza albo kretyni-bydlaki mnie dręczą albo
jeszcze jakąś inną - w tym pierwszym wypadku (bez poczucia
humoru) gdy coś mnie będzie się starało unieszczęśliwić
- to będę nieszczęśliwy. Jednak ponieważ czujesz, że czujesz
(akurat się źle) to możesz się zbuntować i czuć się dobrze.
Oczywiście jest to pieruńsko trudne i nie mam pewności czy
możliwe - jednak podejrzewam, że jest możliwe. [Może nieco
dziwny ten wywód, w każdym razie kieruję go raczej do
samego siebie niż do kogoś innego]. Ja gdy obcuję z głupcami
to ciągle nie czuję się zbyt dobrze, ale już nie czuję
się tak źle, mniej więcej ZERO. Możliwe jednak, że obcując
z głupcami mógłbym się czuć dobrze (patrz na te pajace)
jak STARY KPIARZ.

Kinbote


  Rewolucja w tetrykach.
Podczepiam się pod wątek, ale tylko dla zachowania porządku - od razu
uprzedzam, że nie będę komentował niczego, co zostało juuż na temat
filmu powiedziane. Jednak doszedłem do wniosku, że warto kilka słów o

Na wstępie podkreślam: film jest bardzo dobry, zdobył mnie już od
pierwszych minut. Dawno nie widziałem tak dobrze nakręconej satyry.
Jeśli chodzi o konwencję, to nazwałbym to tragikomedią lub czarną
komedią. No właśnie, uwaga - moim zdaniem to nie jest film wojenny. Ale
first things first.

Film jedzie w kinach na niezłej reklamie. Nie dość, że krótkie teasery
pojawiają się w tv, to jeszcze ten oskar. I to nie byle jaki, tylko
oskar zagraniczny - niektórzy mawiają, że to jedyny oskar, który coś
znaczy. Pełna sala kinowa nie była więc niespodzianką. Film wzbudza
uśmiech na twarzy od pierwszych minut ("święte słowa") i tak już
pozostaje. Liczę mu to na duży plus. Całość się przez to świetnie
ogląda, praktycznie nie ma w filmie dłużyzn, a człowiek nie zauważa, że
tak naprawdę film sprowadza się do dialogów. Doświadczenie podpowiada,
że nadmiar dialogów potrafi być zabójczy. Tutaj tak nie jest, kwestie są

jakiejkolwiek akcji. Nietrudno mi sobie całość wyobrazić wystawioną na
deskach teatru. Swoją drogą takie miałem wrażenie przez pewien czas - to
musi być na podstawie komedii zapisanej w formie przedstawienia
teatralnego. Sceneria się właściwie nie zmienia, role sprowadzają się do
kilku kluczowych postaci, które po prostu wchodzą na scenę i mówią.
Bierze się stąd przeświadczenie o małej "filmowości" obrazu. Brakuje mi
określenia, ale chodzi o to, że "Ziemii niczyjej" bliżej do jakiegoś
innego medium niż film. Nie ma tam żadnej nadmuchanej epiki, która
wymagałaby nakreślenia dziesiątek postaci i szesnastu wątków (jak np. w
"Traffic"). Nie ma widowiskowości i rozmachu w rodzaju "Apocalypse Now",
ba, nie ma nawet zwykłego przemieszczania się bohaterów (jak w "Demonach
wojny" Pasikowskiego). Film sprawia wrażenie zamkniętego, kameralnego
spektaktlu. Te krótkie ujęcia wyprowadzające akcję (np. do studia w
Londynie) są dla filmu praktycznie pomijalne i niczego istotnego nie
zmieniają.

Jak w każdej satyrze - wszystkim się oberwało. Chociaż też w granicach
rozsądku - o, przepraszam był jeden wyjątek, postać pułkownika. Tu już
twórcy przeszarżowali, raziła mnie ta postać w porównaniu z innymi. O
tyle o ile reporterka była po prostu reporterką do szpiku kości (niemal
archetypem reportera wojennego), a to samo można powiedzieć o kapitanie,
Bośniaku, Serbie i kto tam się jeszcze przewinął. Tylko pułkownik tu
nieco odstaje i niestety razi. Satyra na konflikt bośniacko-serbski jest
rewelacyjna. Rzecz jest ciekawa pomimo tego, że w Polsce sprawy
konfliktu bałkańskiego od dawna nie interesują już normalnych zjadaczy
frytek, tylko historyków i dziennikarzy. Swoją drogą głośne śmianie się
z tego typu problemów jest bardzo trudne i tutaj duży plus dla filmu.
Przypomina mi to nieco "Życie jest piękne" Begniniego, czyli komedię o
nazistowskim obozie pracy. Coś teoretynczie nie do zrobienia, jak się
śmiać, skoro całe tło jest przesiąknięte tragedią? A jednak się da.
Trochę z tego wrażenia czuje się przy "ZN".

Wspomniałem, że moim zdaniem nie jest to film wojenny. Oczywiście
kwestia nazewnictwa nie ma tu większego znaczenia, ale chodzi mi o to,
że nie jest to film wojenny w takim znaczeniu, w jakim jest nim
"Full Metal Jacket", "Platoon", "Apocalypse Now" oraz takie rzeczy,
jak "Saving Private Ryan", "Thin Red Line" i "Black Hawk Down".
Właściwie przez cały film nie ma _żadnego_ wniosku odnoszącego się do
zjawiska wojny jako takiej. Film nie poszerza odbioru wojny, nie daje
żadnych uniwersalnych wniosków, ani nie podsuwa tematów do przemyśleń.
Nic zresztą dziwnego, bo nie może być jednocześnie satyrą na konflikt
bałkański i uniwersalnym filmem wojennym. Albo jedno, albo drugie.
Wyszydzając pewne hipotetyczne sytuacje z codzienności wojny na
Bałkanach, siłą rzeczy trzeba zrezygnować z ogólnowojennych wniosków.
Trudno mi zbudować płaszczyznę do porównań z jakimkolwiek z wymienionych
przed momentem tytułów - tamte filmy traktują opisywany przez siebie
konflikt w sposób dużo szerszy. Zwracając więc uwagę na ściśle zakrojoną
lokalność "Ziemii niczyjej" dużo bliżej jej do np. "Deer Huntera",
"Three Kings" albo takiego filmu Woo "Bullet In The Head" (swoją drogą
ciekaw jestem, czy można skonfrontować z tym filmem "Windtalkers" i co z
tego wyjdzie). Ich również nie odebrałem w sposób uniwersalny w
kontekście pokazanej wojny, tylko na zasadzie "to mogło się wydarzyć
tylko tam i wtedy".

Pozostał jeszcze jeden film, o którym w tym wątku trzeba wspomnieć -
"Amelia", czyli wielki przegrany w wyścigu oskarowym. Jako zadeklarowany
fan dzieła Jeuneta, nie potrafię zrozumieć wyboru akademii. Nie potrafię
powiedzieć nic więcej, jak to, że "Amelia" jest dużo bardziej "filmowa".
Poruszająca, zostawiająca zamęt w głowie jeszcze na kilka dni po
seansie, ale i dopracowana pod każdym względem (sceneria, muzyka,
aktorstwo, a w końcu scenariusz, reżyseria, montaż - na każdym kroku
"ZN" przegrywa). "Amelia" to film w którym czuć powiew świeżości (nawet
pomimo ułożenia jej ze znanych wszystkim puzzli), film który buduje
wokół widza swój własny magiczny wszechświat. Jak to mówią w sloganach,
Denver już nigdy będzie takie samo po wizycie Debbie. Widz na zawsze
zmieni swoje spojrzenie na kino po seansie "Amelii". Nie rozwlekając, w
krótkich żołnierskich słowach: jest to film, obok którego nie da się
przejść obojętnie. A "ZN"? Traktuję ten film raczej jako zbiór gagów i
one-linerów ("Ale w Rwandzie to mają burdel"). Zabawne to, ale powyżej
tej zabawności słoweński film nie podskakuje.

Na zakończenie chciałbym podkreślić, że naprawdę film mi się podobał.
Nie widzę sensu, ani nawet możliwość porównania go ze spektaklami
wojennymi zakrojonymi na szeroką skalę ("SPR", "BHD"). Nie ma tutaj ani
wrażeń "to mogło przydarzyć się mi", "przez moment czułem się jak
żołnierz na polu bitwy" - nic w tym rodzaju. Ale nie dlatego, że to
twórcom nie wyszło, oni poszli w zupełnie innym kierunku.

Zaznaczam też od razu, że w żadnych newsowych bitwach odnośnie "ZN" brać
udziału nie będę. :)